Tuesday, 26 May 2009

THE LAST LEAF - III

2009

PORTFOLIO UPDATES


Po 4 godzinach usuwania i segregacji fotografii, moje portfolio na carbonmade nareszcie wygląda normalnie. Zamiast 440 zdjęć- ok 100 i w końcu wszystko chodzi jak powinno. Czuję się z tym naprawdę świetnie, wbrew obawom, że ciężko mi się będzie rozstać z większością zdjęć. Przy okazji, przypomniały mi się miesiące, w których codziennie powstawało coś nowego, brakuje mi trochę tego głodu...
www.sarachmet.carbonmade.com

After four hours of deleting and classifying images, my portfolio on carbonmade looks normally, at last. 100 photographs instead of 440 and all works like it should. I feel...good :) and refreshed , even although I was quite sure I would have problems with selection of all these images. By the way, it reminded me those months, when I used to make something new every single day. I really miss this hunger sometimes...
www.sarachmet.carbonmade.com

* Swans And Doves , 2006

Monday, 25 May 2009

Inspirations - UNKNOWN PAINTING

Edit: autor: F.R. Wilton, "A Picnic In The Woods", 1876
http://www.the-athenaeum.org/art/full.php?ID=12925
podziękowania dla Jagny za pomoc w odnalezieniu danych :)

Niestety nie znam autora ani tytułu tego obrazu, w ferworze ściągania wszystkiego, co wpadnie mi w oko, przywłaszczyłam sobie tego jpega prawdopodobnie z artrenewal.com , niestety bez opisu. Na pierwszy rzut oka dość naiwny, obrazek ten ogląda się jednak z napięciem podobnym do " Pikniku Pod Wiszącą Skałą" Weira... sielanka i niepokojące światło sublime, z obrazów Rembrandta rodem... porzucony kapelusik i skradajacy się chłopiec. I ani skrawka nieba wśród tej klaustrofobicznej zieleni... jeżeli ktoś zna autora lub tytuł tego obrazu, będę wdzieczna za pomoc :-)

I must confess I know neither the author nor the title of this painting. I downloaded it some time ago, probably from artrenewal.com , but -unfortunately- forgot to add description or rename the title of the file. At first glance a bit naive, this picture brings about feelings similar to those when I watch Weir's " Picnic At Hanging Rock" ... an idyll and alarming yet sublime light like this from Rembrandt's works... abandoned white hat and the boy's undefined intentions. And not a piece of the sky among this claustrophobic green... if you by chance know the title or the author, I would be thankful for letting me know :-)

CHANGES

Ostatnio dość często przeglądam własne galerie, czas chyba odstawić romantyczne pejzaże i przenieść się na chwilę do świata symboli i duchów. Hmm, prawie jak zew natury :-) zbyt lekką stopą stąpać po tym padole- nie da się :( Poza tym, niedługo czekają mnie dwie kolejne grupowe wystawy, chciałabym żeby znalazło się na nich coś nowego i w 100% mojego. Cudownie pracuje się z modelkami, one zresztą najbardziej lubią te podróże w stronę delikatności i koloru, ale robię małą przerwę. Czas powsłuchiwać się w czerwcowe burze...

I have been looking through my galleries recently... I think it's time to give up romantic landscapes and move into the world of symbols and ghosts, just for a while. A sort of call of nature :-) ... to go through this ground on wings of light-heartedness- impossible.... also, I'll probably take part in two group shows and I would like to have a chance to present something new and "mine". It's lovely, to work with all these charming models (btw, they usually ask for photographic journeys into delicacy and feminity ), but I'm taking a little break from this. I'm going to listen to the June storms...

Sunday, 24 May 2009

SILKEN LOVE

Found on ebay. Too many expenses (camera , etc) , so I can't afford & buy it now , it's a sort of unrequited love. Its structure makes me think of unrequited affections, btw... soft & fragile, dark & heavy...beautiful Chinese silk tapestry satin, reminds me of some of Whistler's paintings.
Rose and Silver: The Princess from the Land of Porcelain,1864

Inspirations - POSTCARDS

Przedwojenne pocztówki to jedna z moich najcięższych kolekcjonerskich obsesji. Pierwszy zbiór, kompletowany przed ok 5 laty, niestety straciłam, ale powolutku udaje mi się go odbudowywać. Pocztówki uwielbiam, nie tylko dzięki temu, ze potrafią byc znakomitym źródłem inspiracji i skarbnicą wiedzy (wielu popularnych niegdyś "pocztówkowych" twórców popadło dziś w zapomnienie, a szkoda bo są wśród nich m.in. naprawdę świetni malarze piktorialiści). Ale też, jak każdy zbieracz, uwielbiam ogladać, przekładac, segregować, uzupełniać to wszystko i jest to pasja , od której prędko sie chyba nie wyleczę. Uwielbiam fakturę starych kart, specyfikę wydruku, zapach i odkrywanie tego, co znajduje się na rewersie. Czasami sa to naprawdę poruszające słowa, takie, którymi ciezko nam dzielić się w dzisiejszych czasach. Te karty to dla mnie symbol pewnej magii i klasy. Poza tym, niemalże jak zdjęcia, zaklinają czas.

Vintage postcards are one of my strongest collector's obsessions. My first collection, that I used to complete a while ago, was lost 5 years ago, but I'm succesively trying to reconstruct it. I adore postcards, not only due to the fact that they're a huge source of inspiration & history of art ( lots of XIXth 'postcard" artists are unfortunately forgotten now ). But also, like any other collector, I love the ritual of watching, moving, classifying & completing, and it's a passion that I'll find quite hard to get rid off ( but do I want to?). I love the texture of old cards, the specific character of print, the way they smell, and also discovering what's on the reverse. Sometimes one can find really moving words there, words that we hardly ever share nowadays. These cards symbolise a sort of magic & some class. Besides, almost like photographs, they seem to cast a spell on time.


Wednesday, 20 May 2009

AVALANCHE

Avalanche, 2009

FOR TEARS & JOY

For Joy, 2008

Mariana , 2007

"Marianę" zainspirował szereg obrazów bazujących na historii samotnej kobiety z "Miarki za miarkę" Szekspira, która po katastrofie i zatonięciu statku, którym płynął jej posag, na próżno wyczekuje kochanka , z którym w 'zamożniejszych" czasach dzieliła plany na przyszłość. Życiowe :) Motyw podjął poeta Alfred Lord Tennyson w poemacie "Mariana" z 1830 roku.

"Mariana" was inspired by a couple of paintings based on the story of solitary Mariana from William Shakespeare’s play Measure for Measure, written between 1601 and 1606. In the play, Mariana was to be married, but was rejected when her dowry was lost in a shipwreck..

She only said, 'My life is dreary,
      He cometh not,' she said;
    She said, 'I am aweary, aweary,'
      I would that I were dead!'
(Alfred Tennyson, " Mariana " 1830 )


Inspirations - THE FRENCH LIEUTENANT'S WOMAN

To jeden z filmów z mojej listy " top 10 wszechczasów", oparte na motywach powieści Johna Fowlesa ( "Kochanica Francuza" ) studium melancholii w wiktoriańskiej scenerii, polecam x 100 bo tyle razy oglądałam ten film :)

It's one of my " top 10 of all times" movies, based on John Fowles' novel, which is an atmospheric study on melancholy, placed in Victorian times. Highly recommended, just watch the trailer and you'll know, why ;)

Tuesday, 19 May 2009

ASCENT THEMES

Ascent Theme , 2009

Tree Of Life, 2008

P.S. Picnic At Hanging Rock, Gothic ( The Movie ) , Abnormally Attracted To Sin ( Tori Amos ), Camera Work, caramel coffee and a whole bunch of other inspirations.

Inspirations - HERBERT SCHMALZ

Herbert Schmalz ( 1856 -1935) jest jednym z tych twórców, na których natknęłam się zupełnie przypadkiem, przeglądając przedwojenne karty pocztowe na którymś z lokalnych targów staroci. Ten wiktoriański malarz o niemieckim pochodzeniu ( w 1918 roku zmienił imię na Carmichael, jednak do dziś i tak bardziej znany jest pod swoim oryginalnym) znany jest głównie z obrazów masowo wydawanych w formie pocztówek, a jego styl , będący rozwinięciem stylu spod znaku PRB (Prerafaelici), zaskarbił sobie przychylność pewnej grupy amatorek rudowłosych piękności, przemykających wśród dość osobliwej scenerii będącej mieszaniną motywów religijnych oraz orientalizmów spod znaku twórczości Fredericka Goodalla. Ciekawostką może być fakt, że osobiście znał on Fredericka Leightona, i -co daje się zauważyć gołym okiem- miało to niemały wpływ na jego twórczość. Zainteresowanym polecam wyprawę na ebay lub targ staroci w poszukiwaniu jego prac w legendarnym formacie 10x15 cm :)

Herbert Schmalz ( 1856 - 1935) is an example from a whole bunch of artists found rather unexpectedly, while I was searching through vintage postcards during one of my weekend trips to a local flea market. This Victorian painter of German origin ( he changed his name into Carmichael in 1918, yet even now he is known under his previous name ,not the new one ), gained some popularity in print (mainly postcards), and his style, which is a development of PRB motives ( Pre-Raphaelite), has successfully conquered some vintage collectors' hearts & those of admirers of redhead women living in a realm that is a unique mixture of religious ( Christian ) themes and those borrowed from orientalism , like the style known from Frederick Goodall's works. Worth mentioning is a fact that he knew Frederick Leighton personally. and one may notice, how strong influence it had on the artist. If you get interested in his art, I'd recommend a small virtual trip to ebay, or to a flea market in your area, in search for his artworks printed in a legendary 10x15 (postcard) size :)

source:
http://www.illusionsgallery.com/Schmalz.html
http://myweb.tiscali.co.uk/speel/paint/schmalz.htm

Friday, 15 May 2009

Inspirations - TORI AMOS

Najnowszy album Tori Amos, "Abnor mally Attracted To Sin" 19 maja pojawi się w sklepach. Nie mogę się doczekać płytki, oczywiście zamówiona już. Zdania na temat tej płyty są podzielone, ale ja wiem, że będzie wyjątkowa! Jej muzyka zawsze była dla mnie czymś wyjątkowym, i nie inaczej musi być tym razem.
Płycie towarzyszy dvd z 19 klipami ilustrującymi utwory z albumu.

Tori's new release, "Abnormally Attracted To Sin" will be officially in stores: May, 19th. I can't wait to have a chance to hold the cd in my hands, and I've already pre-ordered it. Opinions are mixed but I know it's gonna be a special release! Her music was always something special to me and I know it'll be so this time too. One can also expect a dvd included, with 19 visual clips illustrating all the songs.

P.S. And a concert in PL, please. Aaaaaaahh, I'm so excited. :D

Eros Et Thanatos - IMAGES


Kilka postów temu miałam okazję zaprosić na to wydarzenie http://sarachmet.blogspot.com/2009/05/eros-thanatos-exhibition-wystawa.html Dzisiaj kilka zdjęć z wernisażu Eros Et Thanatos w Paryżu, niestety -czego bardzo żałuję- nie było mnie tam osobiście, mam nadzieję, że nic straconego. Autorem fotografii jest SSB.

A couple of posts earlier I invited you to the following event http://sarachmet.blogspot.com/2009/05/eros-thanatos-exhibition-wystawa.html . Today , courtesy of cabinetcurieux.com I'm posting some images from the opening of the Eros Et Thanatos exhibition in Paris. I really regret I couldn't be there personally, but I hope it's not the last of such occasions :) Photos by SSB.





Thursday, 14 May 2009

ANCESTRY

Am I being too sentimental, uhm? Now, some of you might have found out, where the befriended snowmen's ancestry has its roots ;)

P.S. Have a nice weekend, I'll be rather offline for these couple of days.

AVALON

Towards Avalon , 2008

The Last Leaf - reprise , 2009

Inspirations - MAXWELL ASHBY ARMFIELD

Maxwell Armfield to moje maleńkie odkrycie z artrenewal.com. Przy okazji chciałabym pozdrowić administratorów artrewnewala i podziękować za regularne banowanie mojego ip za rzekome 'wykorzystywanie niedozwolonego software'u" podczas ściągania jpegow z obrazami. Cóż, nic nie poradzę na to, ze na widok wszystkich tych malarskich skarbów moje palce dostają przyspieszenia na przycisku "save" (rolleyes).
Wracając do Armfielda (1881-1972) - to angielski malarz, ilustrator oraz... pisarz. Studiował m.in w Birmingham School of Art, mieście, które w tamtym okresie było głównym ośrodkiem ruchu Arts & Crafts.Po opuszczeniu Birmingham przeniósł się do Paryża, gdzie w 1909 roku poślubił pisarkę i dramaturga Constance Smedley, z którą -śladem wielu twórców związanych z Arts & Crafts- osiedlił się w Cotswolds. Pracowali razem, łącząc ilustracje, design, słowo pisane i sztukę teatralną. W dorobku Armfielda przewijają się motywy i techniki, które docenią
zarówno miłośnicy chociażby obrazu pt. "Guinevere" W. Morrisa, czystej secesji, A. Muchy oraz Klimta, ale i prac Arthura Rackhama i wielu podążających jego śladem ilustratorów. Bajeczny klimat ilustracji wykonywanych do takich publikacji, jak baśnie J. Ch. Andersena, miesza się z wysublimowaną grą linii i skrywanych emocji z jego obrazów ( patrz: obraz pt. "Faustyna" ). O Armfieldzie internet raczej milczy, ale warto przyjrzeć się temu, co da się upolować w sieci :)

Maxwell Armfield is my little private discovery from artrenewal.com. Here I'd like to say 'hello" to artrenewal administrators, who used to (regularly) ban my IP for -quoting- prohibited use of a downloading software (??) while I was trying to download some jpegs with paintings I adored. Well, I can't help that when I see all those treasures, my fingers fasten on a "save" button (rolleyes)... Let's go back to Armfield (1881 -1972) - he was an English painter, illustrator and writer. He studied in. Birmingham School of Art (at those times established as a major centre of the Arts and Crafts Movement). Leaving Birmingham in 1902, he moved to Paris and in 1909 he married the author and playwright Constance Smedley -they, like many artists connected with the Arts and Crafts Movement in Birmingham, settled in the Cotswolds. The couple became a successful collaborative team, working at combining design, illustration, written word and theatre. Armfield's motives & techniques might be particularly attractive to admirers of the painting "Guinevere" (W. Morris), Art Nouveau arts, along with A. Mucha, also G. Klimt , but also Arthur Rackham and his illustrative followers. The fairytale mood of his illustrations made for such publications like J. Ch. Andersen's tales, is here mixed with subtle game of lines and equally subtle game of emotions remarkable in his paintings (e.g. his "Faustine" ). Not much can be found about him in the internet, but he's definitely worth checking & further search.

Tuesday, 12 May 2009

JULIET

2008

GHOST STORIES


Ktoś znów zapytał mnie ostatnio, czy wierzę w duchy. Pomijając już fakt, że pytania o "duszne" historie pojawiają się ilekroć mam okazję poopowiadać trochę przy okazji wywiadów, tak naprawdę kwestie duchowe omijam szerokim łukiem. Więc może dlatego potrzeba obcowania z tym tematem w zdjęciach pojawia się tak często^^...każdy z nas w głębi siebie marzy o swoim elizjum, ziemi obiecanej, o której największy ateista chyba również śnił czasami...i nie mam na myśli klimatów stricte 'niebiańskich" raczej pragnienie osiągniecia pewnego stanu psychicznego komfortu i wewnętrznej harmonii...a jednak 'moje' duchy kurczowo trzymają się ziemskiego padołu, wyruszając na wieczny spacer po miejscach znanych im za życia, albo targane gdzieś wiatrem, wzywają bliskich, których przyszło im opuścić. Tak naprawdę nie są to wcale duchy, to myśli i wspomnienia, które w nas drzemia głęboko, i które boimy sie puścić w niepamięć, kurczowo trzymając się przeszłosci. Duchy próbują zerwać całun, tak jak my my próbujemy uporac się z tym, co nas męczy i pójść o krok dalej. Duchy czekają. Jeżeli komuś nieobcy jest termin teozoficznego 'dewachanu", to taki jest dla mnie ten stan i emocje, okres 'przejściowy", stan oczekiwania, czas inkubacji, lub wylinki, nieco niewygodnej dla stworzenia, które zrzuca skórę. Pytanie o wiarę w duchy to chyba to niewłaściwe.... choć, czy wierzycie w duchy i czym są duchy dla Was?- ciekawi mnie to ( w zasadzie retorycznie, bo rzadko póki co pojawiają się komentarze ;) Dlaczego boimy się duchów, czy dlatego że strasza nas swoją odrealnioną fizjonomią, czy też straszą nas swoją tęsknotą za życiem jak czymś na zawsze straconym, zatraconym w zasadzie. A to porusza pewną strunę i ciezko powiedzieć żeby to było przyjemne odczucie. W zasadzie , gdyby przysłuchac się temu, co pośród szumu wiatru lub milczącej grozy, mają nam do powiedzenia "duchy", co by to było?:))

Somebody asked me recently, if I believe in ghosts. Well, I'm quite often asked such question, though- to be honest- I used to avoid this theme, it may be also the reason why -subconsciously- I still feel the need to continue it as for images ;). All of us have their own vision of "elizium " (and I mean also, if not above all, a psychologically understood state of comfort & harmony), and even the most stubborn ateist might have dreamt of something like this... but "my" ghosts seem to find it hard to get rid of all that might be called 'earthly" & alive...they go for eternal walks around places they once knew, or recall all their relatives they left after death. They're actually no ghosts, rather thoughts and memories that are kept deep within us and hard to get rid of, thoughts of the past, that -even if difficult- usually rises to the position of a secretly kept treasure. Ghosts also wait. If you've heard of a theosophic state of awaiting for another incarnation, called dewachan- this is the state I mean in accordance to my theme. A state of awaiting, metamorphosis, often matched with discomfort that a snake might feel when it changes its skin. So, a question "do you believe in ghosts" is not the proper one...though, do you believe in ghosts? What are ghosts for you?- I'm curious ( rather rhetorically, because not many comments have appeared so far ;)) Why are we so scared of ghosts? Is it their spooky , unreal look? Or the fact that they miss and regret they've lost their right to live forever? Or that they are allegories of a waisted life? It all touches an unknown cord and one can't say it's a comfortable feeling What would a 'ghost" say once you really listen?:)


Awakening , 2007

SUNDAYS... II

Lazy Sunday II , 2008

Chant d'automne

Both images come from the same shooting session, September 2008, with kind thanks to all lovely models.
I can't wait to go to take shots on the meadows this weekend with a new ( though an old friend ) & lovely model.

WITH OR WITHOUT YOU?

Uwielbiam koncerty. W dobie wszechobecnych empetrójek i skarg na słabą sprzedawalność płyt ( których notabene nie daje się znaleźć w sklepach, patrz- empik, w którym najczęściej widniejącą na półce pozycją jest " produkt niedostępny? Zapytaj sprzedawcę" ) , to jeszcze jedyna forma poobcowania z muzyką lubianego zespołu i zarazem wsparcia artysty. Po zaliczeniu kilku gigów z tzw. listy obowiązkowej, naprawdę ucieszyłam się na wieść, że do kraju- mało tego- najbliższej okolicy ( Chorzów) zawita legendarne U2. Albumy tej formacji już od dłuzszego czasu nie przyprawiają mnie o drżenie serca, jednak cudownie byłoby posłuchać kilku 'evergreenów" , bo to takie utwory, hymny, na skrzydłach których można przeć śmiało przez życie... Niestety, wczoraj w Empiku najzwyczajniej zwiędłam usłyszawszy ceny biletów, jakie zostały w sprzedaży - 450 zł to jednak małe przegięcie , nawet jak na tę grupę, a zwłaszcza- jak na koncert stadionowy, a nie kameralny 'exclusiv". Jak to jest, ze na koncerty 'po latach" takich legend jak The Sisters of Mercy, czy Fields of the Nephilim można już wybrać się za nieco ponad 100 zł... oczywiscie, artysta musi z czegoś żyć a organizacja tournee to przedsięwzięcie kosztowne, jednak wybuliwszy te 500 zł na jeden koncert, chyba czułabym się jak frajer. Tak naprawdę, oglądając kolejną reklamę z udziałem muzyki U2 i czytając koncertowo- cenową rozpiskę tournee tych panów, nie mogę opędzić się od krótkiej frazy " nachapać się do końca". Echhh...Aktualnie przeżywam więc mały bojkot tej formacji, w ramach którego polecę grupę "Cactus World News", w której brzmieniu słychać echa tej samej przestrzeni, która cechowała wczesne nagrania U2. Album "Urban Beaches" - bo o nim mowa- to naprawdę niedoceniona perełka. U2 without me, a "in the name of love" obejrze sobie klip z koncertu na youtubie, hehe.

I adore live concerts. In the mp3 age and complaints on low sales of cds, it's a one real way to be a bit closer to favourite music and support the artist. Once I'd seen a couple of concerts from my 'must" list, I decided to see U2 live, especially that they're playing in the nearest area ( Chorzow, Poland ). Unfortunately, when I heard the prices, I nearly collapsed. 450 PLN, that makes about 110 EUR ( in our local currency that makes much, much money ) as far as I remember- and it's a huge stadium gig, nothing 'exclusive". I can't understand - I've seen all those legendary bands like The Sisters of Mercy and Fields of the Nephilim, and their concerts are far cheaper...of course, the artists must make a living and tournee means a lot of additional expences, however, once I've seen so many commercials with U2 songs, and read the tournee details, I can't get rid of a thought it's all about money and ... Honestly speaking, if I paid these almost 500 PLN, I'd feel like a fool...so, at the moment I'm having my little personal boycott of U2, and I'd like to recommend another band, "Cactus World News", definitely underappreciated album "Urban Beaches" deserves far more attention than it ever received. The same space as in those early U2 albums. Check it out, it's worth it. And I'll stay by watching the u2 gig on youtube :-)

HAUNTED GLASGOW - COVER

Okładka do tej książki powstała w okolicach ubiegłego roku. " Haunted Glasgow" Rona Halliday'a ukazało się nakładem Fort Publishing, i jest to błyskotliwa opowieść o mieszkańcach tego miasta, których niekoniecznie spotkamy na ławce w parku w samo południe. Tajemnicze postacie, poltergeisty, wiedźmy, niesamowite historie oraz nawiedzenia. Dla koneserów osobliwości :) Niestety ksiązki nie posiadam, czasem wyrwanie z rąk wydawcy autorskiego egzemplarza okazuje się czynem co najmniej heroicznym :)

I made a cover for this book somewhere around last year. Ron Halliday's "Haunted Glasgow" was released by Fort Publishing and is a smart story about citizens of Glasgow, but those you will hardly ever meet in full sunlight. Mystic people, poltergeists, witches, weird stories and hauntings. For admirers of supernatural stories :) Unfortunately, I don't have my own artist's copy of this book, sometimes it's at least difficult to get one from the publisher ^^

COME TENDERNESS

Come Tenderness , 2008

Below II , 2008

TEASER


Jeden z kilku. Nie będę spamować bloga, drobiazg wystarczy. Już niedługo wymieniam url PF na rasową stronkę www, także zapraszam po szczegóły niebawem:)

One of a couple, I'm moving to a new www site from my PF, so if you're interested, please stop by from time to time, for details on the 'opening" :)

SUNDAYS ...


In Search For a Title , 2009

Summer Breeze , 2008

...a w tym roku przeniesiemy się z łąki nad zwodniczą wodę. Szczegóły niebawem.
... and this year we're moving, from a meadow to wicked waters. Details soon :)

Inspirations - ANGEL movie

Filmu, z którego fragmenty tworzą poniższy klip do utworu Natalie Merchant niestety nie widziałam...jeszcze. Piosenka jest raczej w porządku, za to obraz -smakowity. Po obejrzeniu video nie odpuszczę i znajdę :) Wedle imdb.com produkcja opowiada historię życia młodej ekscentrycznej brytyjskiej pisarki, na tle edwardiańskiej Anglii obserwujemy rozkwit jej kariery, ale tam gdzie pojawiają się blaski, są tez cienie, a porzadny kostiumowy film nie może nie być dramatem. Co zachwyciło mnie już od pierwszej chwili seansu z trailerem, to kostiumy. Chociażby dla tych cudownosci chyba warto :)

I must confess that I haven't seen the movie yet. I just found the trailer, or rather a music video made of the movie clips that illustrate a song by Natalie Merchant. The song is ok, as for me, but the images- at least promising. Quoting imdb.com- it's a production based on a story of a young & eccentric British writer living in Edwardian times. One can follow her rise and fall, at last, a good costume movie must be a drama, mustn't it? I am particularly thrilled by costumes here. At least one reason for a little movie search:) Once I get the dvd, I'll share more info.

Monday, 11 May 2009

FROM AN OCEAN


On the floating, shipless oceans
I did all my best to smile
til your singing eyes and fingers
drew me loving into your eyes.
And you sang "Sail to me, sail to me;
Let me enfold you."
Here I am, here I am waiting to hold you.
Did I dream you dreamed about me?
Were you here when I was full sail?
Now my foolish boat is leaning, broken lovelorn on your rocks.
For you sang, "Touch me not, touch me not, come back tomorrow."
Oh my heart, oh my heart shies from the sorrow.
I'm as puzzled as a newborn child.
I'm as riddled as the tide.
Should I stand amid the breakers?
Or shall I lie with death my bride?
Hear me sing: "Swim to me, swim to me, let me enfold you."
"Here I am. Here I am, waiting to hold you."
( Song To The Siren - Tim Buckley )


1. From The Ocean , 2008
2. Midnight Clear , 2008

Inspirations - A CELTIC ROMANCE & A CELTIC TALE

Mychael & Jeff Danna to dwóch niezwykle utalentowanych braci. Ci Kanadyjczycy o włoskim pochodzeniu zasłynęli z soundtracków do takich filmów jak Vanity Fair; Girl, Interrupted ( Przerwana Lekcja Muzyki), Kamasutra, czy Resident Evil. Albumy, o których chciałabym napisać słówko to " A Celtic Romance: Legend of Lladain and Curithur " i " A Celtic Tale: Legend of Deirdre ", płyty, które swobodnie mogłyby zostać scieżkami dźwiękowymi i tak się ich zresztą słucha, mimo , ze obrazy, które zdają się ilustrować, nigdy nie powstały. To przepiękna mieszanka tradycyjnych motywów, celtycka podróż w świat mitów, której słucha się jednym tchem. Przepiękna muzyka, której cięzko nie polecić, zwłaszcza wiosenno-letnią porą, kiedy ze zdwojoną siłą odzywa się tęsknota za przestrzenią i wyprawą w malownicze pejzaże...chociażby z Zielonej Wyspy. W dodatku obie okładki zdobią obrazy Dante Gabriela Rossettiego, cóż więcej chcieć. Polecam !

Mychael & Jeff Danna are two incredibly talented brothers. Those Canadians of Italian ancestry have gained a huge audience by making film scores for such movies as Vanity Fair; Girl, Interrupted, Kamasutra or Resident Evil. The albums that I'd like to present in a word or two, are "A Celtic Romance: Legend of Lladain and Curithur " and " A Celtic Tale: Legend of Deirdre ". These could as well be soundtracks to movies, but such movies have not been filmed...yet. It's a beautiful blend of traditional motives,a celtic voyage to the realm of myths. Beautiful music,that would be hard not to recommend, especially now, when one much stronger dreams of space and journeys to picturesque places like the Emerald Isle. Additionally, both covers look familiar -these are both paintings done by a famous Pre-Raphaelite , Dante Gabriel Rossetti. Recommended.